Translate
wtorek, 1 kwietnia 2014
sobota, 29 marca 2014
czekolada doskonała
Sycylijski
skarb
Na Sycylii dzień zaczyna się od
filiżanki espresso lub cappuccino i lekkiego posiłku; bułeczka brioche, biszkopty,
płatki śniadaniowe, pieczywo z Nutellą, cokolwiek słodkiego na ząb, stąd nasze
pojęcie o ich zamiłowaniu do słodkości.
Sycylijczycy są dumni z niezwykłego
produktu jakim jest ich czekolada, zajmują się jej produkcją od wieków. Cioccolato
di Modica- najsłynniejszy i najlepszy wyrób prowincji Ragusa
-"prodotto agroalimentare tradizionale della Sicilia" - tradycyjny
sycylijski produkt spożywczy.
Historia jej wytwarzania sięga XVI
wieku, receptura oraz sposób jej produkcji został przywieziony na Sycylię przez
Hiszpanów. W czasie gdy wyspa znajdowała się pod ich wpływem. W historii czekolady mowa o Fredericku Enriquez i
choć niewiele wiadomo o nim, to jednak
podróże jego do Ameryki były początkiem, który doprowadził do produkcji
czekolady na Sycylii. Tradycyjnie produkowana
jest w taki sam sposób jak robili to starożytni Aztekowie.
Nie
rozpływająca się jak Milka. Nie każdemu
przypadnie do gustu, bo ten, mamy mocno popsuty przez przemysł i
nieumiarkowanie.
To produkt najwyższej jakości w
najczystszej formie, jest zawsze ciemna
i nie zawiera mleka, z uwagi na niską temperaturę produkcji
cukier nie wtapia się w masę, czekolada jest krucha, wyczuwa się w niej drobne igiełki cukru, nie zawiera żadnych konserwantów
oraz barwników ma bardzo ziarnistą teksturę, jest doskonała. Każda tabliczka zawiera tylko dwa lub trzy składniki – masę kakaową, cukier plus
aromat smakowy; wanilia, cynamon lub
ostre peperoncino,
Wystarczy rozpuścić ją w gorącym
mleku lub wodzie, by uzyskać filiżankę aromatycznego napoju, gorącej czekolady.
100 g tabliczka czekolady ma zawsze tę
samą wielkość; 13 cm długości, 4,5 cm szerokości , 1,2 cm wysokości. Pojedyncza
tabliczka podzielona jest na cztery części, jest dość gruba, twarda i ciężko ułamać
mniejszy kawałek, do skosztowania.
Są nowe aromaty; pomarańczowy,
imbiru, kawy, cytryny, białego pieprzu, osławionej sycylijskiej pistacji… eh!
Ta komercja;(
Umiarkowana porcja tej ciemnej
czekolady z Modica jest zdrowa dla serca.
Zjada się ją z pieczywem, a w kuchni służy
do przygotowywania aromatycznych dań, jest np. dodatkiem zapachowym do pieczonego, królika w sosie z czarną,
gorzką czekoladą, goździkami, koprem włoskim - specjalność sycylijska.
Na zdjęciu widać, że właśnie staliśmy się
posiadaczami tego produktu oraz pokaźnej
paczuszki suszonych pomidorów, zachwalanych płynną angielszczyzną, przez tego
przesympatycznego sprzedawcę i producenta, znakomitych słonecznych pomidorków,
o czym się później przekonaliśmy.
Kiedy znaleźliśmy sklep, oryginalna czekolada w pełnym wyborze, nas zaspokoiła.
Kiedy znaleźliśmy sklep, oryginalna czekolada w pełnym wyborze, nas zaspokoiła.
Co roku, we Włoszech przygotowuje się Święto czekolady- inwazja czekolady,
pokarmu bogów. Październik jest miesiącem dla miłośników i smakoszy czekolady
we wszystkich jej odmianach, tysięcy czekoladek w różnych kształtach i smakach,
mniej lub bardziej wyszukanych, ciast i różnorakich wyrobów z czekolady, czas pokazów,
degustacji i bankietów, jest hymn na cześć czekolady, gry i zabawy o słodkiej tematyce. Z roku na rok rośnie ilość zastosowań
czekolady i sposobów celebrowania a w samym
centrum najmłodsi smakosze
słodkości, dla nich są imprezy i czekolada.
Ale czy
czekolada doda urody jeśli stracimy zdrowie i zęby?
Arabowie nie
znali cukru, ich uzębienie jest godne
zazdrości - akurat ja mam powody, moje zęby zjedli stomatolodzy peerelu,
szlifując to, co było nalotem z herbaty
jako próchnicę, dokończyli dzieła ci, co nie pogłębiali wiedzy, truli
amalgamatami dumni ze swej pieczy nad pacjentami, ja i tysiące uczniów szkół
podstawowych byliśmy dla nich królikami doświadczalnymi.
60 lat temu, kiedy byłam jeszcze dzieckiem z
utęsknieniem czekałam na świąteczny czas, bo tylko wówczas dostawaliśmy łakocie
przyrządzane z produktów zdrowych,
miejscowych; baby maślane, miodowe delicje, buraczane marmolady, kandyzowane
owoce, kompoty z wiśni tak klarowne, że aż bawiło patrzenie przez nie na;
pikle, metrowe makowce, sałatki, pieczone kury, czasem kaczka a i gęś się
trafiała i królik z karmelizowaną marchewką.
Zajączki czekoladowe przywlekli,
wujowie bywający za granicą w kurortach, gdzie się im poprzewracało w głowach,
pchali w siebie cudzoziemskie specjały…
a wydalali głupoty typu zajączek
czekoladowy, który miał, mam dzieciom zobrazować jak tam dobrze karmieni byli. Nigdy nie
lubiłam tych złoto-papierkowych potworków o zapachu narkoleptycznym, kleistej słodkości ślinotok wywołującej do mdłości
doprowadzając . Ale ja zawsze oryginałem byłam, nielubianym dziwadłem,
niewdzięczną samotnicą, dziś dzięki Bogu
zdrowa na ciele, a i na umyśle nic mi nie brakuje, ciągnie mnie do Natury i w
niej szukam z upodobaniem słodyczy, a ta pełna jest słodkości, delikatności, harmonii i
zdrowia. Czas jak struś pędzi i wszystko
się zmienia, zmienili się ludzie, upodobania, tradycja…
Spójrzcie w czas świąteczny na swoje dziatki umazane
komercyjnym gównem z niespodziankowego jajka czekoladopodobnego, pełnego tajemniczych, zgodnych z wszelakimi
normami e…tamów.
E tam!... Szkoda słów, nie marnujcie zdrowia dajcie upust
złości na brak kasy w sklepie i nie kupujcie złej tradycji. Brzuszki malców się
ucieszą, konowały pozdychają a może nawet handelek się unormuje, przestanie wariować, ale jeśli się ze mną nie
zgadzacie, to pędźcie do przybytków kultowych, jak galernicy zaopatrzcie swoje
kosze w towar chodliwy i wypasajcie na łące łasucha dziecia.
Tyle na niedzielę dzisiejszą. Amen!
poniedziałek, 24 marca 2014
wio sennie
Przechodzenie z jednej pory w drugą, strasznie wolno idzie, krokusy są, ale gdzie ciepełko, gdzie słoneczko? W mojej krainie kiepsko to wygląda.
Zimy nie było a ja marudzę.
Zimy nie było a ja marudzę.
czwartek, 20 marca 2014
smrodek
Chory Resort przygotowany do wzięcia na swoje bary zarazka?
-Oj! wiemy, że tak, wszystko pod kontrolą, nic się nie wymknie!
Pacjent
dostanie maskę na twarz jak knebel a i czopek się znajdzie.
W Krakowie
niedziela, 9 marca 2014
mam komórkę i nie zawaham się jej użyć!
Telefonia
służy komunikacji, tak myślałam, ale jestem niedoinformowana, albo cofnięta, zacofana z całą pewnością, bo
telefonicznie nie dają się fizycznie przebadać medykom, taki ciamajda, konował osobiście
karetką będzie błądził po okolicy a nie skorzysta z komórki, więc na co mu
telefoniczna macanka ze mną? Nie dam się też przebadać organoleptycznie żadnemu
zapraszającemu na wyżerkę do obiektu,
którego nie mam ochoty odwiedzać - coś ze mną nie tak? Głosy w słuchawce słyszę, zachęcają mnie do
kupienia czegoś, czego mam w teorii nadmiar a w praktyce, ani potrzeby, ani
miejsca na gromadzenie badziewia, mam natomiast potrzebę samostanowienia,
pracowania w ciszy i spokoju.
Niemal każdego dnia odbieram telefony, które doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Nie mogę się po nich uspokoić.
Na wytresowaną impertynencję odpowiadam impertynencją skuteczną, satysfakcjonującą, relaksującą a nie mam papierów psychoanalityka i nie mam ochoty na pogaduszki odrywające mnie od mycia garów, pucowania łazienki i innych pożytecznych domowych zajęć.
Co? Gdyby wytrącono mnie ze stanu skupienia, jaki daje np. kontakt z matematyką kwantową? Głęboko osadzona w jakimś zamkniętym układzie poszerzającego się wszechświata, zakręcona w kosmologię, w stanie pobudzonym, eksplodowałabym nuklearnie wzburzona nękaniem nagminnego zjawiska, brzęczeniem i bla-bla-niem jakiegoś ktosia, który zatrudnił się u bezmózgowca.
Lubię poczytać, nawet o pierdołach. Wstaję o 4-tej rano, żeby w ciszy i skupieniu pośledzić Internautów, za dnia bywam rozkojarzona a zaatakowana skłonna Grubą Bertę wytaszczyć i dać do wiwatu agresorom, choć ładniej byłoby poczęstować ich czymś pikantnym, satyrycznym, jak wiersz: Tuwima „Absztyfikanci Grubej Berty”. Autor wzmocnił przekaz używając potocznego i soczystego słownictwa, o jakim tutaj mowy być nie może, bo Latorośl zagląda a Ona nie powinna brać niestosownej edukacji w Internecie.
Niemal każdego dnia odbieram telefony, które doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Nie mogę się po nich uspokoić.
Na wytresowaną impertynencję odpowiadam impertynencją skuteczną, satysfakcjonującą, relaksującą a nie mam papierów psychoanalityka i nie mam ochoty na pogaduszki odrywające mnie od mycia garów, pucowania łazienki i innych pożytecznych domowych zajęć.
Co? Gdyby wytrącono mnie ze stanu skupienia, jaki daje np. kontakt z matematyką kwantową? Głęboko osadzona w jakimś zamkniętym układzie poszerzającego się wszechświata, zakręcona w kosmologię, w stanie pobudzonym, eksplodowałabym nuklearnie wzburzona nękaniem nagminnego zjawiska, brzęczeniem i bla-bla-niem jakiegoś ktosia, który zatrudnił się u bezmózgowca.
Lubię poczytać, nawet o pierdołach. Wstaję o 4-tej rano, żeby w ciszy i skupieniu pośledzić Internautów, za dnia bywam rozkojarzona a zaatakowana skłonna Grubą Bertę wytaszczyć i dać do wiwatu agresorom, choć ładniej byłoby poczęstować ich czymś pikantnym, satyrycznym, jak wiersz: Tuwima „Absztyfikanci Grubej Berty”. Autor wzmocnił przekaz używając potocznego i soczystego słownictwa, o jakim tutaj mowy być nie może, bo Latorośl zagląda a Ona nie powinna brać niestosownej edukacji w Internecie.
Na
taką rozmowę jestem otwarta. Miło się słucha. Czemu taki do mnie nie zagada? Nawiązalibyśmy
współpracę i znaleźli wyjście.
niedziela, 23 lutego 2014
czy to już wiosna?
Wiosna z dawnej przeszłości była zjawiskowa, piękna, dziewicza,
pełna zagadek, czasem spóźniona. Taka na przykład kwietniowa, jak malowana przeciągała
się po okolicy, wśród kwitnących jabłoni, dzwoniąca owczymi brzękadłami. Na
horyzoncie pasmo białych Tatr dotykających mgławego nieba. Góry zdawały się
bliskie, między nimi a mną nie widać było pól ani świerkowych lasów, jedynie
wzgórze rozsiewające zapach bladoróżowego sadu a nad nim śnieżne pasmo. Ukryty
za wzgórzem zaspany bór w czas podnoszącego się słonka, stał w falbanie złotych
kaczeńców, wnet miał udostępnić swoje skarby, gdy tylko wilgotne ścieżki obeschną.
Doliny regli parowały podnosząc mgławe
obłoki ku skalistym górom i aromatem okadzały błękit. Chaty w zawiłościach
terenu ukryte jedynie odgłosami dawały świadectwo o istnieniu sąsiadów. Biegaliśmy
boso, po soczystej trawie w dół do strumyka, gdzie poziomki pęczniały. To było
wczoraj. Tej zimy wiosna już świergoli za oknem, domaga się pestek słonecznika,
a kiedy się spóźnimy ze śniadaniem, dobija się, zagląda przez szyby, sprawdza
co i jak z worem nasion, nie boi się Papcia, spokojnie zawieszona na gałęzi
czeka, znalazła w naszym ogrodzie ostoję, kawałek ciszy od wiatraków
prądodajnych, złowróżbnych pił drwali, stadnie gromadzi , żeruje na naszej
kieszeni i nie wiele robi sobie z podstępnych, przybłąkanych kotów, co
przemyślnie czają się, włażą na drzewa, chcą pożreć ten cudny, roztańczony
szczebiot. Czekamy aż słonko rozgrzeje nasze stare kości, da porządnego kopa,
przepędzi z chaty i pogoni do roboty w ogrodzie.
Trzymajcie się
ciepło!
poniedziałek, 3 lutego 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)










