Translate

piątek, 5 czerwca 2015

kocie maniery

Spędziłam kilka godzin w ogrodzie, było zimno, wiało, co wczoraj podlanie wyschło na pieprz, z krzaków smrodem psującego się żarcia powiało i kocisko jakieś fukało na mnie a przecież to moje włości, nie mam kota ani psa, siknęłam z węża, grubas ledwo przelazł przez płot, na konowalskim zaległ w piachu i fukał dalej, ma wielką szansę, że spotka wygłodniałą kunę zamieszkującą pustostan, ona będzie wiedziała jak zaradzić jego paskudnym manierom. Moje grządki rozwala z kotem sąsiadki, nie wolno im tego robić w ogrodzie pańci, bo tam pies waruje przy warzywniaku, więc nie mam szansy na piękną sałatę. Resztki grillowanych majówek z za płotu lądują w moim ogrodzie, gdzie wabią sójki, sroki i wszystkie koty „bezdomne”, bezmózgich „miłośników” zwierzątek.  Majowe żuki pojawiły się w ilościach hurtowych, ciągle ich pełno w ziemi w postaci obrzydliwych larw, dlatego nie kopię, nie przekopuję, tylko robię „nakładane” grządki, na kartony wymoszczone, gałązkami, liśćmi, trawą i mchem, wywalam jeszcze nieprzerobiony kompost, na wierzch trochę ziemi pod warzywa i grządki pod dynie i cukinie gotowe, no prawie, trzeba jeszcze podsypać dookoła trawą i suche ości świerka ustawić w kształcie płotków, żeby futrzane intruzy nie zrujnowały mojej pracy, później pozostaje czekać na słoneczko i deszcz. Już nie przykładam się do plewienia, wszystkie gołe miejsca na ziemi okrywam skoszoną trawą, żeby chwasty nie wyrastały, taka to ze mnie ogrodniczka.
 Ubiegłoroczne dynie były fantastyczne, liczę, że tym razem wystarczająco się postarałam i plony będą znakomite. Wiem, wiem nie wygląda to pedantycznie, ale gdy pojawią się wielkie liście i kwiaty będzie ok.   





 Borówka amerykańska, 
podsypana trocinami, przerzedzona, 
pięknie kwitnie.













czwartek, 4 czerwca 2015

dość wspomnień

‘’Wielkoduszność – bramą przyjaźni’’
 Naoglądałam się różnych różności, niemal otarłam o dwa baniaki na ropę, podpływając aż tak blisko, że w nozdrza uderzył smród „diabelskich odchodów”. Pora zwinąć żagle.    
Wdzięczna jestem Przyjaciołom oraz Papciowi, że zechciał zabrać mnie w podróże wysycone przygodą.
Przyznaję, nie lekko było upakować się i wytrwać w rozchybotanych i mało komfortowych kilku metrach kwadratowych, ale doświadczenia w portach i na holowniku warte były chwil pełnych szczęścia w luksusie podarowanym przez Palermo.

Na koniec kilka zdjęć. Filmy z podróży niestety muszą pozostać w prywatnym archiwum, wymagają obróbki a Madame wolny czas poświęca na rozwój, naukę języków to pochłania jej myśli. Do tego mysz się zbuntowała, zagłaskałam ją na amen, nie ułatwia mi wpisów na bloga.

























Miałam już słońce w kapeluszu i nawet w paluchach je trzymałam.


Pora wracać, tęsknię za Sycylią.


Już zawsze marzyć będę o ciepełku południa. Ja jestem po prostu na baterie słoneczne.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

gad

Słyszeliście zapewne o teorii, że surowce obłożone są jakąś magiczną klątwą, o „przekleństwie ropy” szkodliwym przede wszystkim dla obywateli biednych państw afrykańskich. Chodzi tu raczej o niedojrzałość systemów, ludzi, mechanizmów. W pogoni za łatwym zyskiem z wydobycia surowców pierwszą ofiarą staje się demokracja - osłabienie reprezentacji społeczeństwa, coraz słabsze możliwości wywierania nacisku na rządzących, sytuacja ubogich warstw społecznych pogarsza się, nie odnoszą korzyści z wydobycia surowców, rozwija się korupcja. Scentralizowany sektor energetyczny, rodzi pokusę tworzenia „liderów”, ukierunkowanie działań na otrzymywanie, zamiast na rozwój kraju, wiadome, elity nie są zainteresowane rozwojem całości gospodarki.
Obraz krajów czerpiących dochody z ropy naftowej jest ponury: niestabilność polityczna, konflikty, militaryzacja, złe rządy, korupcja, dramatyczne nierówności.
Trafiło się Madame powąchać smrodu „czarcich odchodów”.
Wieżą wiertniczą, którą obsługiwaliśmy w zasadzie był ogromny tankowiec, przyśrubowany do dna wysysał z głębi ziemi ropę. Dowoziliśmy i odbieraliśmy rozmaite ładunki i ludzi, odwracaliśmy kolosa a on ssał ropę i ssał, już zrobił się  pękaty, wygaszono wielki płomień na szczycie rusztowania sięgającego nieba. Nadszedł czas na przepompowanie paliwa na inny tankowiec i nam przypadło w udziale połączyć te dwa tankowce, żeby tego dokonać należało podjąć z wody wielkiego gada. 
Zapolujmy razem na gada.